Jak wiadomo nic nie odchudza tak efektywnie jak stres. Nieszczęśliwie zakochany chudnie w oczach. Jednak bywa także odwrotnie – są ludzie, którzy zajadają stres. Przyczyną tej nierównowagi są hormony rekacji stresowej: CRH (kortykoliberyna) – nie tylko hamuje uczucie głodu, ale także zwiększa wydzielanie adrenaliny i hamuje reakcje seksualne – oraz stymulujące apetyt glikokortykoidy (mogliście o nich przeczytać we wcześniejszym wpisie). Więc z jednej strony mamy chęć na jedzenie, z drugiem zupełnie nie. Sapolsky wyjaśnia, o co chodzi.

„Kluczowe znaczenie ma tutaj czas. Kiedy pojawia się zdarzenie stresowe, w ciągu kilku sekund następuje gwałtowny wzrost wydzielania CRH (…), a na pojawienie się fali glikokortykoidów we krwi potrzeba wielu minut. (…) kiedy stres minął, w kilka sekund pozbywamy się CRH z krwiobiegu, ale usuwanie glikokortykoidów trwa godzinami.

Dlatego jeśli w twojej krwi pojawi się mnóstwo CRH i prawie nie ma tam glikokortykoidów, bezpiecznie można założyć, że właśnie znalazłeś się w pierwszych minutach zdarzenia stresowego. Dobry moment na wyłączenie apetytu (…). Następnie, jeśli w twojej krwi pływają ogromne ilości CRH i glikokortykoidów, to najprawdopodobniej jesteś właśnie w samym środku przedłużającego się stresu. To także jest dobry moment na zahamowanie apetytu. Zdołasz tego dokonać jedynie wtedy, kiedy hamujące apetyt działanie CRH będzie silniejsze niż stymulujące apetyt działanie glikokortykoidów. I właśnie tak to działa.”[1]

Tak więc jeśli w naszym organizmie jest niewiele CRH, a wiele glikokortykoidów, stres już minął, a my zaczynamy dochodzić do normalności. Jeśli stresor będzie działał długotrwale, również poziom CRH podniesiony będzie stale, a glikokortykoidy zadziałają podczas krótkich chwil powracania do normalności. W rezultacie będziemy jeść mniej. Natomiast jeśli w ciągu dnia będziemy przeżywać różnego rodzaju krótkotrwałe stresy, zapewne zjemy więcej. Rodzaj stresora skutkuje więc albo nadmiernym albo zahamowanym apetytem.

Co więcej glikokortykoidy zwiększają magazynowanie tłuszczów, a to magazynowanie odbywa się w okolicach brzucha, sprawiając, że sylwetka zaczyna przypominać jabłko. Komórki tłuszczowe w strefie brzucha są bardziej podatne na działanie glikokortykoidów niż strefa udowa (jak w sylwetce typu gruszka). Niestety, ludzie o sylwetce w typie jabłka są dużo bardziej zagrożenie chorobami metabolicznymi i chorobami układu sercowo-naczyniowego niż ludzie o sylwetce typu gruszka. Tłuszcz z okolic brzucha łatwiej transportuje się do wątroby, gdzie zamieniany jest na glukozę, co podnosi poziom cukru we krwi i zwiększa insulinoodporność, podczas gdy tłuszcz z okolicy biodrowo-pośladkowej rozchodzi się po całym organizmie[2].

 

 

Zapamiętaj

*to jak nasz apetyt działa w sytuacji stresu, zależy także od naszego stosunku do jedzenia. Badania pokazują, że ludzie mający zahamowania w stosunku do jedzenia (ludzie odchudzający się, kontrolujący to, co jedzą), będą w momentach stresu jeść więcej niż ci, którzy nie przywiązują uwagi do tego, co i jak jedzą w normalnych, niestresowych sytuacjach

*nie bagatelizuj żadnych problemów związanych z odżywianiem – mogą przerodzić się w zagrażającą życiu anoreksję

*zawsze dobrze jest stosować zbilansowaną dietę, a zwłaszcza dobrze w sytuacjach zwiększonego stresu

[1] Robert M. Sapolsky, Dlaczego zebry nie mają wrzodów? Psychofizjologia stresu, PWN, Warszawa 2012, s. 80

[2] Tamże, s. 83

Tags: , , , ,